Małgorzata Kopczyńska-Urbaniak

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Czy możliwe jest życie bez zmartwień?

Znam ludzi, którzy na pierwszy rzut oka wydają się być szczęśliwi i twierdzą, że nie mają żadnych powodów  do zmartwień. Napisałam, wydają się być, ponieważ tak naprawdę ich życie upływa na próbach unikania lub niezauważania problemów, które przecież dopadają każdego z nas, bez wyjątku. Wydawać mogło by się, że takie podejście to złoty środek na spokojne życie bez zmartwień. Ale przypomina to raczej slalom, który wydaje się nie mieć końca i wcale nie gwarantuje szczęśliwego osiągnięcia mety, na końcu której czekałoby miejsce na podium i nagroda. Ma to na celu mniej lub bardziej skuteczną ucieczkę od problemów i zaprzeczanie rzeczywistym trudnościom. Skąd taki pomysł na życie? Trudno powiedzieć. Wiąże się to pewnie z nadzieją, że skoro unika się kłopotów i wielkim łukiem omija problemy to życie staje się wolne od zmartwień, stresów i nerwów. Ale nie, a nawet wręcz przeciwnie problemy rosną jak grzyby po deszczu a żałosne próby unikania ich powodują, że problemy atakują ze zdwojoną siłą. Każdego dnia pojawiają  się jakieś nowe przeciwności, których nie da przewidzieć i uciec przed nimi. Tak więc metoda unikania zmartwień nie tylko okazuje się nieskuteczna, ale wręcz przeciwnie może wpędzić  do grobu, ponieważ do powszedniego stresu dochodzi podwójna dawka zmartwień spowodowana próbą  przewidywania potencjalnych kłopotów. Od problemów nie da się uciec, trzeba umieć obchodzić się z nimi  i nauczyć się rozwiązywać je bez zamartwiania się nimi.

Oni nie wcale próbują unikać problemów, nie uciekają przed nimi lecz zamiast radzić sobie z nimi tracą czas i energię na zamartwianie się. Czują się niesprawiedliwie dotknięci przez los. Ta grupa ludzi jest przekonana, że mamy codziennie tysiące powodów do zmartwień. Każdego dnia wyłaniają się  nowe sprawy, które spędzają im sen z powiek. Wszystko zaczyna ich irytować i już nawet nie pamiętają, kiedy spokojnie mogli o czymś pomyśleć albo znaleźć dłuższą chwilę tylko dla siebie. Mają nieodparte wrażenie, że czas zaczyna biec coraz szybciej, tym również zaczynają się martwić. Dochodzi do tego, że  popędzają siebie i innych, działają w wiecznym napięciu i w pośpiechu żyją złudną nadzieją, że im szybciej wykonają kolejne zadania, tym szybciej nadejdzie moment, kiedy uda się wygospodarować choć chwilę na odpoczynek, ale jeszcze nie teraz. Może kiedyś... Kiedyś przyjdzie ten czas, gdy wszystkie problemy, które są powodem naszych zmartwień znajdą rozwiązanie. Tylko, że jakoś tak się składa, że gdy uda się uporać z jednym stresującym zadaniem, kolejne wyrastają jak grzyby po deszczu. A jeśli  uda się załatwić trudną sprawę, rozwiązać problem lub dokończyć ważne zadanie i można by spokojnie znaleźć chwilę na relaks to okazuje się, nasz umysł już zadba o to, aby człowiek  nie zapomniał o zamartwianiu się i natychmiast znajdzie kolejny powód do cierpienia. Dochodzi do tego, że wielu z nas martwi się już nie tylko bieżącymi sprawami, ale stale wraca do zdarzeń, które miały miejsce w przeszłości lub, co gorsza, zamartwia się „na zapas” roztaczając przed sobą wizje smutnej przyszłości. A tymczasem musimy zdać sobie sprawę, że martwiąc się marnujemy bezproduktywnie energię i czas, które można by poświęcić na realizację naszych pasji lub budowanie dobrych relacji z najbliższymi. Nawet po krótkiej analizie łatwo daje się zauważyć, że spędzanie życia na próbach unikania problemów oraz ciągłe analizowanie obecnych kłopotów, byłych i przyszłych potencjalnych problemów mija się ze zdrowym rozsądkiem i prowadzi niechybnie do stanu permanentnego stresu. A stąd już tylko krok do zafundowania sobie całego szeregu chorób psychosomatycznych. Na szczęście można natrafić na książki, które pozwolą zatrzymać się w wyniszczającym biegu, przeanalizować swoje dotychczasowe życie i znaleźć skuteczne metody walki z ciągłym zamartwianiem się. Nauczą nas jak przewartościować życiowe cele i właściwie ustalić priorytety. Jak pisze Witold Bońkowski w książce „ Niewyobrażalne. Potęga i paradoksy naszych umysłów”:

Koncentrowanie się na tym, co było i na tym, co może nastąpić, to skrajnie nieracjonalne rozumowanie i największa przeszkoda dla racjonalnego rozumowania. Przeszłości nie zmienimy a na wydarzenia, które dopiero nadejdą , też nie mamy wpływu. Skupianie naszych myśli na tych sprawach paraliżuje, uniemożliwia myślenie i działanie, sprawia, że tracimy czas, który można by z powodzeniem wykorzystać znacznie bardziej racjonalnie i twórczo.[1] Pod koniec XIX wieku lekarz, profesor królewskiej Katedry Medycyny w Oxfordzie William Osler przyrównał nasz organizm do wielkiego transatlantyku, na którym kapitan jednym naciśnięciem odpowiedniego guzika zamyka poszczególne grodzie statku i dzieli go na wodoszczelne przedziały. Przez to genialne porównanie chciał nam uświadomić, że my sami możemy oddzielić jednym słowem, jednym działaniem to co było przeszłością i to co ma dopiero nadejść od naszego dzisiejszego istnienia.[2]Podaje nam swojego rodzaju receptę na uwolnienie się z zaklętego kręgu zamartwiania się a jest nią po prostu życie tu i teraz. Zakotwiczenie w teraźniejszości, traktowanie każdej czynności dnia z należną uważnością pozwoli wyzwolić umysł od natrętnych myśli i dostrzec wartość każdej chwili, którą przeżywamy. Chodzi o to, aby wykonując każdą rutynową czynność poświęcić jej całą uwagę i wszystkie myśli skupić jedynie bardzo dobrym wykonywaniu jej i celebrowaniu chwili. Ale zawsze znajdą się wśród nas tacy, którzy stwierdzą, że to nierozsądne i, że to zwyczajna strata czasu. Według nich życie stawia przed nami ciężkie zadania do wykonania i tak się składa, że nie starcza nam czasu nawet na wykonanie części z nich a co dopiero na wypełnienie listy zadań w stu procentach. Dlatego są raczej skłonni poświęcić każdą chwilę dnia na ciągłe rozpamiętywanie spraw minionych lub układanie scenariuszy na przyszłość. To całkowicie błędne myślenie, które prowadzi do tego, że  sami sobie dokładamy problemów i przede wszystkim stresu. Musimy pamiętać o tym, że to my decydujemy co w danym momencie robimy, na co przeznaczymy czas i czemu poświęcimy nasze myśli. Dlatego nie szukajmy wymówek, bo tak naprawdę oszukujemy w tym momencie sami siebie. Podstawową  korzyścią jaką wyniesiemy z praktykowania uważności jest zyskanie dystansu do spraw, które generują stres i zmartwienia a następnie odzyskanie wewnętrznej równowagi i  spokoju. Zachowanie spokoju pozwala utrzymać kondycję psychiczną, a także spokojnie rozumować podczas rozwiązywania określonych problemów i zadań. Człowiek napięty i zdenerwowany nie myśli racjonalnie i częściej popełnia błędy. Jest to reguła potwierdzająca zasadę związku poczynań ze stanem umysłu.[3]

Dlatego też szukajmy odpoczynku i spokoju każdego dnia. Nie odkładajmy go na później i zadbajmy o siebie tu i teraz. Osoby wierzące mogą powierzyć swoje problemy Bogu. Nieoceniona jest siła żarliwej modlitwy, która wyciszy umysł i pozwoli znaleźć energię do pokonywania trudności dnia codziennego oraz rozwiązywania problemów, które niekiedy spadają na nas niespodziewanie.  Modlitwa może pomóc nawet największym sceptykom. Zaspokaja bowiem  trzy następujące podstawowe potrzeby psychiczne. Po pierwsze pozwala na zwerbalizowanie problemu.  Nazwanie go, określenie słowami pozwala go zdiagnozować, określić jego rangę i rozmiar. Po drugie powierzając Bogu nasze zmartwienie czynimy z Niego powiernika a to powoduje, że nie czujemy się już osamotnieni. To, że mamy w Bogu towarzysza daje nam poczucie ulgi i napełnia otuchą. A po trzecie nazwanie problemu, przedstawienie go z detalami, opisanie z różnych perspektyw pozwala znaleźć możliwe drogi rozwiązania, które nasuwają się podczas modlitwy. Jest to więc już pierwszy krok do działania. Witold Bońkowski porównuje modlitwę do aktu twórczego,  który rozgrywa się w podświadomości. Twierdzi, że podczas modlitwy: (…) uruchamiane są procesy zaprzeczające temu, co wpoiła nam świadomość. Świadomość jest krytyczna wobec spotykających nas na co dzień faktów, ale podświadomość nie dyskutuje i nie roztrząsa. Przyjmuje wszystko jako prawdziwe i stara się to przekształcić w rzeczywistość. Tak rodzi się potęga sugestii , która jest jednym z głównych źródeł skutecznej modlitwy.[4]

Tak więc podsumowując należało by  wyjaśnić, że nie jest możliwe życie bez zmartwień i kłopotów. Ale możliwe jest znalezienie sposobu, aby się tymi problemami nie zamartwiać, by nie dopuścić do sytuacji, że życie w stanie ciągłego stresu przyprawi nas o kolejne choroby, zabije chęć życia i wpędzi w depresję. Pamiętajmy o tym, co powiedział Ernest Hemingway: Denerwować się, znaczy mścić się na własnym zdrowiu za głupotę innych.[5]   

 


 


[1]    W. Bońkowski,Niewyobrażalne. Potęga i paradoksy naszych umysłów, Poznań 2013,s. 69

[2]    D. Carnegie, Jak przestać się martwić i zacząć żyć, Tomaszów Mazowiecki 2012, s. 19

[3]    W. Bońkowski, Niewyobrażalne. Potęga i paradoksy naszych umysłów, Poznań 2013, s.60

[4]    Tamże, s. 42

[5]    Tamże, s. 15

 

 

 

 

Czytany 1785 razy